content top

Elektronika dla dziecka

chlopczyk-z-laptopoemPierwsze zabawki elektroniczne nie przypominały w niczym tego, co dziś za parę złotych można kupić w hipermarkecie. Sam pamiętam futurystyczny radiowóz, którego moc obliczeniowa wystarczała jedynie do uruchomienia wbudowanego głośnika i sterowania (oczywiście autonomicznie, a nie przeze mnie) czterema kołami. Nawet nie wiem czy taką moc obliczeniową daje się wyrazić w jakiejś sensownej jednostce.

Potem przyszła era elektronicznych zwierzątek, tamagotchi. Cóż, tez szału nie było, bo monochromatyczne wyświetlacze były dość statyczne. Dziś przeciętny telefon może uruchomić kilkanaście do kilkudziesięciu programów, które mają działać tak samo, ale już graficznie są o niebo lepsze. Różnica jest taka, że szkoda mówić.

Gdzieś w międzyczasie pojawiły się przenośne konsole do gier, które były 2 razy większe niż PSP i obsługiwały zwykle albo węża, albo tetris. Tyle elektroniki. Co zamożniejsi mogli sobie pozwolić na GameBoya w którejś z lepszych wersji, a dziś za coś, co nazywa się tabletem edukacyjnym można zapłacić od około 100 złotych.

Abstrahując od jakości i znaczenia takich zabawek, sama technologia wykorzystana przy produkcji, w porównaniu z tamagotchi, to jakaś era kosmiczna.

Same urządzenia natomiast zaprzęgane są do tego, żeby wyświetlić obrazek jabłka i podpis. Cóż. Znów szału nie ma. Co bardziej zaawansowane urządzenia pozwalają uczyć się tabliczki mnożenia albo rozwiązywać proste łamigłówki słowne. Prawdę mówiąc, wszystko to, co dziś odbywa się na tego typu urządzeniach, dawniej działo się w „realu” i też było nieźle. Jest to argument dla krytyków takich urządzeń i to trzeba przyznać, wcale silny.

Z drugiej strony, w świecie komputerów obsługa najprostszej nawet elektroniki też powinna być potraktowana jako swoista umiejętność. Można dyskutować, czy dwa lata to dobry punkt, żeby tę naukę zaczynać, ale ostatecznie radość dziecka jest ważniejsza. Inna sprawa, że zwykle nie trwa długo, bo nawet najlepsze tworzywo sztuczne chroniące wrażliwą elektronikę nie ma długiego życia w rękach dzieci.

Dla zabawek elektronicznych znalazłoby się kilka zastosowań, należy jednak znaleźć umiar. Dziecko musi mieć też kontakt z innymi zabawkami, żeby mogło rozwijać się bardziej wszechstronnie, bo na przykład na wyobraźnię minikomputery praktycznie nie działają.

Tagi , ,
Read More

Trwałość zabawek

pluszakiNic nie jest wieczne, a tym bardziej zabawki w rękach dziecka. To, jak długo dziecko będzie bawiło się daną zabawką, zależy przede wszystkim od dwóch podstawowych czynników: od tego, jak szybko się znudzi oraz od tego, ile zabawka jest w stanie wytrzymać. Wprawdzie zabawki dla dzieci są wykonywane tak, aby dzieci mogły się nad nimi dość intensywnie pastwić, ale mimo wszystko, zwłaszcza zabawki elektroniczne i mechaniczne, mają swoje granice wytrzymałości.

Najtrwalsze paradoksalnie są pluszaki. To, co prawda nie oznacza, że ulubiony miś przetrwa dwadzieścia lat i posłuży następnemu pokoleniu, ale takie zabawki, nie dość, że rzeczywiście mogą sporo znieść, względnie łatwo można naprawić, więc nie ma wielkiego bólu i płaczu, jak się urwie łapka misia albo jego głowa.

Całkiem nieźle na tle innych zabawek wypadają też klocki. Problem z nimi polega na tym, że trwałe są wszystkie klocki z osobna, ale cały zestaw już nie. Pojedyncze elementy można łatwo zgubić albo czasem zjeść, jak się jest dzieckiem, a bez niektórych części cały zestaw ma, delikatnie mówiąc, kiepski wygląd. Niemniej jednak klockami spoza zestawu też można się nieźle bawić i zbudować z nich coś fajnego, i właśnie dlatego można powiedzieć, że klocki są trwałe, bo złamać ich nie da się bez problemu.

Podobnie rzecz ma się z puzzlami i podobnymi układankami. Tu jednak zdecydowanie prościej jest zgubić pojedynczą część, a skończyć bez niej zabawy nie sposób. Tu więc nie ma znaczenia, ile wysiłku trzeba włożyć w zniszczenie jednego fragmentu układanki, bo po jego zniszczeniu całość zdecydowanie traci na atrakcyjności.

Najmniej dziecioodporne są zabawki elektroniczne. Wszystkie niby-tablety i niby-komputery w obudowach z kruchego tworzywa sztucznego mają mocno ograniczoną żywotność, przynajmniej jeśli w porę nie powstrzymamy niszczycielskiego żywiołu w postaci kilkulatka. Elektronika ma również tę wadę, że szkodzi jej wilgoć, a i do zabaw w piaskownicy nie nadaje się od razu. To znaczy po drugim uderzeniu o murek można już tablet nazwać łopatką, ale chyba nie o to chodziło producentom.

Wszystko to może mieć znaczenie, jeśli staramy się znaleźć najfajniejszy prezent dla dziecka, ale zawsze trzeba pamiętać, że każdy dzieciak jest inny- inaczej dba o zabawki, innymi lubo się bawić. Chciał, nie chciał, jakoś trzeba się do tego dopasować.

Tagi , , , ,
Read More
content top